Ten dzień miał być taki sam, jak pozostałe. Wojna trwała w najlepsze, ale kto by się tym przejmował.

Po mieście rozniosła się wieść, że Niemcy robią łapankę. Logika kazałaby uciekać. Ale przecież żołnierze wroga wpadali czasem do nich na herbatkę. I naprawić buty, bo nikt w mieście nie potrafił lepiej naprawić butów niż on. Zostali w domu. Niestety – zostali pojmani i kazano im wsiadać na pakę. Rozkaz wykonali. Wieziono ich do obozu koncentracyjnego, razem z innymi mieszkańcami miasta. Jechali na pewną śmierć. Kto jak kto, ale przecież oni nie dadzą się zabić w tak głupi sposób. Była noc. Ciężarówki jechały jedna za drugą. Nie było szansy uciec niezauważenie. Raz się żyje. Gdy ich ciężarówka wchodziła w zakręt – byli poza zasięgiem reflektorów kolejnego pojazdu. Nie myśleli co będzie. Wyskoczyli i rozbiegli się w różne strony. Nagle padły strzały. Każdy z nich schował się w okolicznych budynkach. Gdy strzały ucichły myśleli, że właśnie stracili kompana. Gdy się spotkali – ze łzami w oczach wpadli sobie w ramiona.


Wojna trwała w najlepsze. Chciał nie chciał – trzeba z domu wyjść, żeby dzieci miały co zjeść. Zwierzęta też trzeba było nakarmić. Założył więc swoje najlepsze buty – oficerki. Te same, w których służył jego ojciec. Wyszedł. Po drodze spotkał niemieckich żołnierzy. Do tej pory nie było z nimi problemu, przecież oni tylko wykonywali rozkazy, a ta wojna wcale im się nie podobała. Tego dnia jednak było inaczej. Zauważyli jego buty. Wzięli za wysoko postawionego wojskowego. Padły strzały. Nie wrócił już do domu.


Polska kolejny raz odzyskała niepodległość. Po prawie 100 latach od zakończenia I Wojny Światowej i ponad 70 latach od całkowitego powrotu Rzeczpospolitej na mapy świata w stolicy, która była zrównana z ziemią a obecnie jest pięknie odbudowana – obchodzimy rocznicę tego zwycięstwa (wpis został pierwotnie opublikowany 11 listopada). Piękne przemarsze, w założeniu pokojowe. Nagle przychodzą wandale. Krzyczą, że Wilno powinno wrócić w granice Polski. Przychodzą zupełnie tak, jak przyszli niemieccy żołnierze. Biją kogo popadnie. Jak na łapance. Niszczą miasto, samochody, bloki. Gdyby mogli – zgwałciliby wszystkie kobiety napotkane po drodze i spalili miasto. W imię swoich chorych zasad. Czy to jest wolność? Czy po to została przelana krew moich dziadków?

Wolność to przede wszystkim wzajemny szacunek. Wolność to odpowiedzialność. Wolność jest w nas. Bądźmy wolni. Bądźmy odpowiedzialni za nasze wspólne dobro. Szanujmy się. Bo my możemy wyjść na ulicę i zademonstrować swoją radość. Mój dziadek nie mógł zademonstrować swoich butów.

2 KOMENTARZE

  1. Pozwolę sobie pozostawić tutaj odmienne zdanie. Właśnie przez to, że nasi dziadkowi walczyli o tzw. „wolność”, teraz, zamiast być wolnymi, jesteśmy małym krajem. Ja, gdybym miał wiele dekad temu do wyboru, ryzykować życie lub dołączyć do rozwiniętego gospodarczo kraju, nie zawahałbym się. Duma, a może maniakalna ambicja nie pozwoliła nam dołączyć tam, gdzie lepiej i teraz to pokutujemy. Mimo, iż nie jestem patriotą, szanuję tę ideologię u innych jeśli jest uzasadniona. Uważam jednak, że ta duma i „patriotyzm” nam tylko zaszkodziły i teraz zamiast być częścią czegoś dużego, siedzimy sobie w kącie jak małe i niewiele znaczące na arenie międzynarodowej państewko.

    • Gdyby nie walczyli, nie bylibyśmy żadnym krajem, bo by nas podzielili jak chcą. To, że jesteśmy teraz małym krajem i się kurczymy zawdzięczamy obecnie głównie tym, którzy uważają że powinniśmy zrobić z Polski getto tylko dla prawdziwych polaków, zamiast otwierać się na świat.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here