Trzydzieści lat minęło jak jeden dzień… Nie masz co wspominać? Lepiej swe życie zmień! – parafrazując Paktofonikę. Czy mam co wspominać?

Urodzony w średnim mieście na wschodzie kraju. Chyba od dziecka indywidualista idący pod prąd. To pewnie dlatego raczej nie był duszą towarzystwa i obracał się w gronie 2-3 zaufanych osób. Na szkolnych dyskotekach pilnował, żeby ściany się nie przewróciły. Wolał siedzieć w domu i czytać „Kaczora Donalda”.

Pierwszy komputer miał dużo później niż wszyscy. I jak na złość uczył się na nim tworzenia stron, programowania, obróbki zdjęć. Gry też były, ale nie były jakoś najważniejsze, czego oczywiście nie potrafili zrozumieć koledzy.

Gdy w szkole średniej zaczął korzystać wyłącznie z wolnego oprogramowania (Linux, OpenOffice itd), nie mógł znaleźć zrozumienia u kolegów. Bo jak może korzystać z Linuxa jakiegoś, skoro tam nie ma w co grać. A oprócz tego nie „piracił” oprogramowania. Jak jakiś skończony kretyn.

Potem poszedł na studia, bo wszyscy szli i wypadało. Tyle, że nie lubił, gdy go do czegoś zmuszano. A że był już pełnoletni, to nikt go nie mógł zmuszać do niczego. Skończył tę mordęgę szybciej niż zaczął. Bez większych problemów znalazł pierwszą pracę. Swoją drogą w miejscu, które gdy powstawało w jego mieście, to sobie powiedział „chciałbym tu kiedyś pracować”. Wizualizacja marzeń jest głupia? Nie sądzę.

Czuł się sobą, robił to, co lubił. Szybko awansował, bo świetnie sobie radził. Potem przez ludzi znienawidził pracę bezpośrednio z klientem. Do dziś nienawidzi odbierać telefonu. Ale przecież nikt go nie zmuszał do takiej pracy… Gdzieś z tyłu głowy ciągle tkwiło marzenie z lat młodzieńczych – kolej. Złożył papiery, został przyjęty. Spełnił jedno ze swoich największych marzeń.

Dziś prowadzi fajne życie, marzenia zamienia na wspomnienia. A życie dopiero zaczyna się po trzydziestce 😉

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here